Kawa, muzyka... Dopadła mnie poranna wakacyjna nuda. Dlatego też postanowiłam poszperać w internecie, aby znaleźć coś, co mogłoby Was zainteresować. I w ten oto sposób dowiedziałam się o kolejnych spięciach w Widzewie związanych z ich podstawowym stoperem - Thomasem Phibelem.
Zamieszanie rozpoczęło się jeszcze w trakcie okresu przygotowawczego. Francuski obrońca stwierdził, że ma większe ambicje i nie chce dalej grać w Widzewie. Dlatego też nie pojawiał się na treningach i poszukiwał nowego klubu. Powrócił jednak po tym, gdy działacze łódzkiego klubu zagrozili mu sankcjami finansowymi i dyskwalifikacją.
Po powrocie do Polski, Phibel normalnie trenował w Łodzi. Zagrał też w pierwszym składzie podczas meczu z Legią, który zakończył się dla Widzewa porażką 1-5. Po tym zapowiadało się, że sprawa się uspokoiła i Francuz zostanie w Łodzi przynajmniej do końca rundy. Jednak tak się nie stało.
Dzisiaj rano pojawiła się informacja, że Phibela znów nie ma w kraju. Okazało się, że wyjechał do Anglii na testy sprawnościowe. Prawdopodobnie klub, w którym aktualnie się znajduje to beniaminek Premier League - Crystal Palace.
Co jest jednak największym problemem? To, że władze Widzewa nie wyraziły zgody na wyjazd Phibela do Wielkiej Brytanii. Co to oznacza? Kolejne sprzeczki, groźby i być może ostateczną dyskwalifikację zawodnika. Wiadomo też, że kiedy Phibel odejdzie z łódzkiego klubu, to nie będzie miał w nim dobrej reputacji. Zarówno w oczach władz, jak i kibiców.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz